Korwinów

 

30 Skarby Zuu


Zuu biegła przez pole niczym błyskawica, oglądając się za siebie co kilka kroków. Na pasiekę wpadła mocno zasapana i bez słowa minęła Wrzoska, kierując się wprost do leżącego pod świerkiem Fokusa.

- Stary, jest sprawa! Jesteś mi bardzo, ale to bardzo potrzebny i nie mów proszę „nie” -powiedziała na jednym wdechu zdyszana Zuu.
- O nie, moja droga. Ja nie będę z Tobą żadnych interesów robił! Jeszcze pamiętam widły i grabie chłopów, kiedy to poszliśmy po indora. Mowy nie ma - stanowczo zaprotestował pies.
- Nie będziemy chodzić na polowanie. No… Ty nie będziesz, bo ja to muszę… interesy swoje pozałatwiać. Jesteś mi do czegoś niezbędnie potrzebny - wyszczebiotała Zuu zalotnie mrugając oczami.
- O nie, nie. Nawet tak nie patrz, nie pójdę z Tobą. Idź do Czarnej albo Wrzoska i poproś, jeśli to nie jest polowanie.
- E, nie ma mowy – Zuu machnęła niedbale ogonem. - Czarna nie da rady, a Wrzoskowi moich skarbów nie powierzę – dodała.
- Skarbów powiadasz? A to ciekawe, jakie Ty możesz mieć skarby? Pewnie jakąś zakopaną śmierdzącą kurę albo starego indora - roześmiał się pies.
- Wypraszam sobie! Mam taki skarb, którego nikt z Was nie ma! Trzeba go strzec bardzo, z oka spuścić go nie można. Ty przecież jesteś wilkiem, więc kogo lepszego mogę prosić o coś tak ważnego? Tylko Ciebie, jesteś najlepszy! – podlizywała się Zuu.
- No, jestem wilkiem, ależ oczywiście. Tylko się tak zastanawiam… bo skoro to taki ważny dla Ciebie skarb, to czemu ten Twój Maniek go nie przypilnuje, co? - spytał Fokus.
- Właśnie w tym jest problem. Maniek zaginął – zasmuciła się lisica. - Wyszedł z nory dwa dni temu. Mówił, że idzie na łowy i nie wrócił. Muszę go poszukać. Mógł wpaść w sidła, coś mu się mogło stać. Naprawdę, Fokus, potrzebuję Twojej pomocy. Nie zostawię mojej nory bez opieki, a już na pewno nie zostawię w niej moich skarbów.
- A tak, Twoje skarby… Mam Ci pilnować jakiejś kury? Serio? - warknął zdegustowany.
- Kto powiedział, że kury? Chodź to zobaczysz. Aha, wiesz co? Nie mamy czasu, bardzo mi się spieszy. Chodź już, proszę… – przekonywała Zuu.
- Aleś się uparła. No, dobra, ale jak znowu będziesz chciała mnie wpakować w jakieś kłopoty to naprawdę, Zuu, nie ręczę za siebie – groźnie zapowiedział pies i podreptał za lisicą.

Przeszli pod płotem na pasiece, następnie przedarli się przez dość wysokie trawy i weszli w zarośnięty drobnymi krzakami lasek.

- Co Ty się tak ciągle odwracasz za siebie, a ogonem jak miotłą zamiatasz? Co Ty wyprawiasz? – zdziwił się Fokus.
- Zacieram ślady. Nikt nie może się dowiedzieć, gdzie są moje skarby - odparła Zuu.
- A Ty dalej swoje… Eh, Zuu, jakie Ty możesz mieć skarby? - zapytał już znużony tym gadaniem pies.
- Cicho, zaraz zobaczysz – uspokajała Zuu. - Musisz mi przyrzec, że będziesz ich strzegł dopóki nie wrócę. Nie możesz spuścić ich z oczu i masz pilnować, żeby nikt ich nie zobaczył. Obiecujesz?
- Obiecuję, słowo wilka, niech tak będzie – zgodził się potulnie Fokus.
- No to chodź, zaraz je zobaczysz – ponagliła go Zuu i zaprowadziła pod swoją norę. - Poczekaj tu, a ja zaraz Ci pokarzę moje skarby, których będziesz pilnował – powiedziała i weszła do nory.

Już po chwili wróciła, ale Fokus nie spodziewał się takiego widoku. Za Zuu na zewnątrz, bardzo niepewnie, bujając się na łapach, wyszły dwa małe cuda. Miały czarne jak węgielki oczy, brązowe, śmiesznie porośnięte futerka i wąsy… każdy w inną stronę. A kity? No cóż, kity w ogóle nie przypominały pięknej, rudej kity Zuu.

Pies oniemiał. Usiadł i patrzył z otwartą paszczą na te dwa maluchy, nie wiedząc kompletnie co ma powiedzieć.
- Zuu, co to jest? To są Twoje dzieci? To są… - wybełkotał.
- To właśnie są moje skarby Fokusie. Dwa największe skarby i cuda jakie kiedykolwiek mogłeś zobaczyć. Teraz rozumiesz dlaczego potrzebuję Twojej pomocy? Musisz je pilnować zanim nie wrócę. To jest Hugo i Bunia, moje dwa małe liski, które nie mają z kim zostać, gdy ich mama idzie na łowy. Nie ma Mańka, a spiżarnia pusta. Dzieci są głodne. Nie będę długo, rozejrzę się po okolicy, czy aby Maniek gdzieś w sidła nie wpadł, ale przede wszystkim muszę przynieść im jedzenie. Rozumiesz?
- Rozumiem - przytaknął pies. - Będę ich pilnował, możesz iść na polowanie. Nic im się ze mną nie stanie, obiecuję!
- Wiem Fokusie. Wiem, że będą z Tobą bezpieczne. Postaram się wrócić jak najszybciej – dodała i po chwili już jej nie było.

- No, urwisy! Teraz wujek Fokus się wami zajmie – beztrosko oznajmił pies, kompletnie nie zdając sobie sprawy o czym w tym momencie mówi.

Chwilę później ganiał po krzakach za Hugo. Bunia, ucząc się polować, skoczyła prosto na psi ogon, zatapiając w nim swoje małe, ale ostre jak żyletki zęby. Liski skakały na wszystko co się tylko poruszyło na wietrze. Bawiły się swoimi ogonami, wchodziły psu na głowę, a Hugo przez pomyłkę ugryzł Fokusa w ucho. Opieka nad maluchami zajęła psu tyle czasu, że nawet nie zauważył kiedy nastało popołudnie.

Wracająca z polowania Zuu zastała śpiącego przed norą psa, a pod jego łapami drzemiącą dwójkę małych, zmęczonych lisków.

- Fokus - wyszeptała cicho Zuu – już jestem. Dziękuję. Widzę, że naprawdę są z Tobą bezpieczne.
- Przecież Ci to obiecałem - ziewnął na całą paszczę pies. - Wykończyły mnie te Twoje skarby całkiem. Nie mam siły na nic. Udało Ci się polowanie? – zapytał jeszcze.
- Tak, mam dwie kury i kaczkę - roześmiała się lisica. – Maluchy nie będą głodne przez kilka dni. Mam tylko nadzieję, że Maniek wróci, bo coraz bardziej się martwię – dodała strapiona.
-Wiesz co? Jak będziesz potrzebować pomocy, to przychodź – zaproponował pies. - Tylko niech mi nie skubią ogona, bo wstyd teraz takim wyleniałym machać – chichotał. - Wracam do siebie. Zuu, jakby co, to wiesz gdzie mnie szukać.
- Oczywiście. Dziękuję Fokusie, naprawdę bardzo mi pomogłeś. Mam tylko prośbę, nie mów o nich nikomu – wskazała na swoje skarby. - Jeszcze nie teraz, dobrze?
- Jasne! Sama powiesz kiedy stwierdzisz, że nadeszła pora. Pilnuj swoich skarbów, ja wracam do domu.

Fokus wracał na pasiekę jak po wojnie. Ogon mocno wyskubany, ugryzione ucho opuchło i bolało go konkretnie. Był jednak szczęśliwy, bo pomógł Zuu, no i zobaczył dwa małe, ale jakże ważne skarby. Toteż uśmiechał się pod nosem kiedy wchodził na pasiekę.

- Stary, jak Ty wyglądasz?! Co Ci się stało? - zapytała przestraszona widokiem zmaltretowanego psa Czarna.
- Moja droga, dziś Ty pilnujesz, a ja idę spać – obwieścił. - Stoczyłem bitwę z bardzo poważnym napastnikiem i jestem potwornie zmęczony. Nie pytaj, bo nie mam siły opowiadać – uciął dyskusję i schował się w najciemniejszym kącie swojej budy, ziewając przy tym na całą paszczę.

c.d.n.



Autor: Ewa Zawadzka


2023-05-26


Powyższy tekst chroniony jest prawami autorskimi. Wszelkie prawa zastrzeżone. Żaden z fragmentów lub całość tekstu nie może być kopiowana ani publikowana w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Autorki. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.

Kontakt:

redakcja(at)korwinow.com

tel. 516 464 400

Najczęściej czytane:


Spotkanie z Qbą Bociągą

Podsumowanie projektu Nawłociowa Pasieka Dzieciom

Nawłociowa Pasieka dzieciom - I tak nam minął rok



Polecane strony:

 

KB Systems s.c. - projektowanie zaawansowanych aplikacji internetowych

 

Elunia.korwinow.com - wiersze, rymowanki, fraszki

 

CampingSielanka.pl - biwak, kajaki, relaks

 

 

 

Wykorzystujemy pliki cookies, aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies kliknij tutaj.