Korwinów

 

04 Zuuu


Nazywała się Zuzanna i była przepiękną lisicą. Nie lubiła jednak, gdy ktoś tak do niej mówił. Zuzanna było takie zwykłe. Wręcz nie wypadało, aby tak piękna istota nosiła takie imię. Lisica wolała jak mówiono o niej Zuuu.

- Zuuu to takie eleganckie, takie wyjątkowe jak ja – myślała często przeglądając się w tafli wody w sadzawce. - Matce naturze wyjątkowo się udałam. Wszystko mam takie, jak powinnam mieć. Piękne czarne oczy, zgrabny biały pyszczek, mocne czarne łapy i cudne rude futro. Tak, futro mam wyjątkowe. Ogniste jak zachodzące latem słońce. Ale najlepiej to mi wyszedł ogon. Nikt nie ma tak pięknej, długiej kity. I nikt, tak jak ja, nie potrafi tak pięknie zacierać nią swoich śladów na śniegu, gdy wraca nad ranem z kurnika. Jestem wyjątkowa - zachwycała się sobą niemal codziennie.

Jakież więc było jej oburzenie, gdy Fokus całe to jej piękno zasypał błotem, dokopując się do jej nory.

- Dlaczego rozkopałeś mi norę? - wywarczała mu prosto w nos.
- Dlaczego siedzisz w ogrodzie? - odparł pies. – Mieliśmy umowę, że więcej nie pokażesz się obok tego kurnika.
- I słowa dotrzymałam. Nie chodzę do TEGO. Nie poluję tam, gdzie mieszkam - fuknęła Zuu.
- Ty w ogóle miałaś się tu nie pokazywać - przypomniał pies.

Czarna patrzyła zdziwiona, raz na psa, raz na lisa. Kompletnie nie rozumiała o co chodzi.

- Fokus, to Wy się znacie? Skąd? Jeśli mogę zapytać… - dopytywała się coraz bardziej zaskoczona Czarna.
Nie lubiła lisów. Lisom się nie wierzy. Ciągle kłamią i coś kombinują, a potem mówią, że to nie one, że ktoś się pomylił. Tak zawsze myślała Czarna.
- Mamy z Zuu stare porachunki - odparł Fokus.
- Ooo, daj spokój. O te trzy kury Ci się rozchodzi? No doprawdy, to nieeleganckie z Twojej strony ciągle mi to wypominać - odparła Zuu siadając na trawie i owijając się puszystą kitą.
- O trzy?! - warknął pies. - Pół kurnika tamtej nocy wyniosłaś do lasu!
- Jedną Ci oddałam. Nie pamiętasz?
- A i owszem. Honorowo pod budą mi zostawiła - opowiadał coraz bardziej zły. - Czarna, nawet nie wiesz, jaka tu afera była! Tydzień z kojca za karę nie wychodziłem, a o pięknej, wędzonej kości to przez miesiąc mogłem zapomnieć. Wszyscy myśleli, że to ja napadłem na ten biedny kurnik – żalił się Fokus.
- Mój drogi, to niegrzeczne z Twojej strony znowu mi to wypominać. Choć nie powiem, polowanie było udane. A Ty, gdybyś nie spał, to byś tą kurę zauważył. Ale Ty albo ciągle coś narozrabiasz, albo śpisz. Ja nie wiem, po co Ciebie tu jeszcze trzymają i co gorsza, dają jeść. Ty tu nic nie robisz - stwierdziła Zuu.
- Zuu, prosisz się żebym Ci to futro trochę wyskubał, jak Ty pióra kurom! Oj, prosisz… - warczał pies.
- A możesz mi powiedzieć Zuu, dlaczego teraz tu się wprowadziłaś? - przerwała im Czarna, która już od pierwszej chwili nie polubiła lisicy.
- A gdzie niby mam mieszkać? – fuknęła Zuu. – No popatrz, gdzie? Tam był las. Duże, stare, piękne drzewa. Wszystko wycięli i teraz ludzie swoje domy tam budują! Miałam norę obok ładnej, starej brzozy. Ale brzozy już nie ma. Człowiek, paskudna istota, niszczy wszystko czego się dotknie! Myśli, że sam na ziemi mieszka, że wszystko mu wolno! Obok mojej nory mieszkał stary borsuk. To biedne borsuczysko też musiało się wyprowadzić. Pewnego dnia, gdy przyszli z piłami i zaczęli wycinać nasz las, przyszłam tu. No bo, gdzie miałam iść? To pasieka, magiczne miejsce. Tu kocha się zwierzęta, tu się im pomaga i tu nikt mnie nie wyrzuca. A że ta fujara mnie nie znajdzie - burknęła w kierunku Fokusa - tego byłam pewna.
- Że kto fujara?? A chcesz w zęby? – denerwował się pies.
- No pewnie, że fujara, bo ja pół roku siedzę w tej dziurze. Wszystkie okoliczne kurniki już odwiedziłam i gdyby nie Twoja kąpiel w bajorze, to dalej byś o mnie nie wiedział. Taki jesteś pies stróżujący - roześmiała się Zuu. - I pewnie nie wiesz, kto po nocy do uli zagląda? Kto chowa się pod wiadrem? Kto Czarnej jedzenie z miski wyjada? I kto teraz siedzi w tamtej kępie trawska, żeby znowu zrobić Ci psikusa albo ukraść miodu z jakiegoś ula?
- Gdzie siedzi? - wtrąciła Czarna.
- Tam - odparła lisica wskazując duże, gęste zarośla za płotem.
- No nie! Dość tego! - odparła kocica i ruszyła pędem w stronę krzaków.
Fokus ruszył za nią, ale Czarna była bardziej zwinna. Przeskoczyła przez płot i zniknęła im z oczu.

- Jak to miód kradnie? - zapytał Fokus lisicę, sapiąc pod płotem.

- Tak to. Ty gdzieś łazisz albo śpisz, a tu pszczołom miód się sam kradnie - zaśmiała się Zuu, a po chwili zastanowienia dodała - No to co? Rozejm? Ja tutaj nie rozrabiam, Ty pozwolisz mi tu mieszkać. Bo gdzie ja pójdę? Nie mam domu… No, stary, proszę Cię bardzo grzecznie. Doceń to, Zuuu nikogo o nic w normalnych warunkach nie prosi - oświadczyła Zuu, mrugając swoimi długimi rzęsami. - Zgódź się, nooo… będę grzeczna, naprawdę.
- No dobra… – odparł z lekkim wahaniem - ale będziesz bardzo grzeczna i omijasz ten kurnik szerokim łukiem! I żadnych podrzuconych kur pod moja budą! Czy to jasne?
- Jak słońce! - ucieszyła się lisica. - Zamawiasz tłustą kurę na śniadanie?
- Zuu! – warknięciem upomniał ją pies.
- Żartowałam, no co Ty? A… pomożesz mi z moją norą? Bo całkiem mi ją rozkopałeś, a ja wczoraj pazurki sobie opiłowałam i wiesz, stary, trochę je sobie wybrudzę… Ty idziesz w ziemi jak kopara. Dla Ciebie to tylko chwila, więc? – zachęcała Zuu.

I może Fokus zgodziłby się na to kopanie, ale jego uwagę przykuło coś innego.

Z zarośli, z gęstwiny traw, wyłoniła się Czarna, niosąc coś w zębach i bynajmniej nie była to mysz. To „coś” było niewiele większe od myszy. Majtało śmiesznie nogami w powietrzu i darło się w niebogłosy. Za Czarną dreptało prawie biegiem, acz drobniutko, drugie „coś”, płacząc jak bóbr i wrzeszcząc na pół pasieki.
- A to co to jest? – odparł zdziwiony Fokus i aż usiadł z wrażenia na ogonie.
- Twoje kłopoty - odparła lisica. – Właśnie Ci je Czarna przyniosła - gruchnęła gromkim śmiechem Zuu.
- Fostaff mojego fyjaciela - zawodziło to „coś” za Czarną - No fostaff go!
- No puszczaj! - krzyczało drugie „coś”, majtając nogami w powietrzu. - Puuuuszczaj mnie i to już!
- Na pewno… już… akurat… – wyburczała Czarna, ciągle trzymając „coś” w zębach.
„Coś” rzucało się i wierciło na wszystkie strony. Miało małe buty, za dużą czapkę i portki, za które właśnie Czarna go niosła. A że materiał na tych portkach najnowszy widać nie był, to w pewnym momencie „coś” upadło na ziemię tak głośno, że ta aż zadudniła. W zębach Czarnej został kawałek materiału, a oczom Fokusa, Czarnej i rozbawionej całą sytuacją Zuu, ukazał się mały, goły zadek „cosia”.
- A niech to! Co to jest? – zapytał zaskoczony Fokus. - Małe, brzydkie, wrzeszczące, śmierdzące i do tego wygląda, jak nie przymierzając, stary dziad. To wygląda jak człowiek, tylko malutki… - zaobserwował pies.
- Przecież to są skrzaty leśne - parsknęła śmiechem Zuu. – Teraz to już chyba pasieczne i wiesz co? Właśnie będziesz, mój drogi, miał dzięki Czarnej jeszcze większe kłopoty…

c.d.n.


Autor: Ewa Zawadzka

2022-11-25

Kontakt:

redakcja(at)korwinow.com

tel. 516 464 400

Najczęściej czytane:



Nawłociowa Pasieka dzieciom - Przytulia

Nawłociowa Pasieka dzieciom - Zuuu

Nawłociowa Pasieka dzieciom - Truteń Alojzy


Polecane strony:

 

KB Systems s.c. - projektowanie zaawansowanych aplikacji internetowych

 

Elunia.pl - wiersze, rymowanki, fraszki

 

CampingSielanka.pl - biwak, kajaki, relaks

 

 


Wykorzystujemy pliki cookies, aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies kliknij tutaj.