Korwinów

 

10 Rabusie


Wrzosek był pszczelarzem. No, może to za dużo powiedziane. Był raczej opiekunem pszczół, ale mówił o sobie „pszczelarz”. Żył wystarczająco długo, by nauczyć się rozmawiać z pszczołami, a o budowie ula wiedział prawie wszystko. Toteż, gdy tylko przypomniał sobie kim był, pierwsze co zrobił, to popędził na pasieczysko. Pozaglądał do każdego ula, ale tak cichutko i delikatnie - tylko przez wylotek - żeby przypadkiem nie zbudzić pszczół. Posprawdzał daszki, czy aby wiatr ich nie zrzucił i zadowolony wrócił do budy Fokusa. Takie wycieczki robił na pasieczysko codziennie, zamartwiając się czy wszystko jest tam w porządku.

Dzień robił się coraz dłuższy, słońce zaglądało częściej zza chmur. Mimo, że to dopiero styczeń, było dość ciepło. Śniegu nie było od dawna. Często padający deszcz narobił mnóstwo kałuż w całym ogrodzie, ku wielkiej uciesze Fokusa.

Ten dzień zapowiadał się całkiem przyjemnie. Słońce wyszło zza chmur, a temperatura na starym termometrze w południe pokazała 15 stopni.
Czarna miała genialny plan powygrzewać się w słońcu. Nie zwracając uwagi na psa, grzebiącego w ziemi w pogoni za kretem, podreptała pod swój przegorzan.
- Jest idealnie - pomrukiwała zadowolona. – Dawno tak dobrego dnia nie było. Słońce grzeje, pod krzakiem mam suchutko. Jeszcze tylko udepczę tą trawę i nie ruszę się stąd do wieczora - mruczała sama do siebie.
- Co robisz? - zapytał Fokus, który jak zwykle pojawił się znikąd i wystraszył kotkę. - Drepczesz w miejscu z łapy na łapę. Coś Cię za ogon trzyma, że nie możesz iść? - śmiał się pies.
- No bardzo śmieszne! – zjeżyła się kocica - Nie przeszkadzaj! Będę się wygrzewać. I nie! Nie pójdę z Tobą nigdzie. I nie! Nie będziemy kopać dziury. I nie! Nie będę ganiać za biednym kretem. Dziś mi nie przeszkadzaj. Znajdź sobie jakieś zajęcie – fukała gniewnie.
- Też coś… Wcale nie chciałem czegoś z Tobą robić - odparł urażony Fokus. - Skąd pomysł, że ganiam za kretem?
- Stary, wyglądasz jak dzik. Cały jesteś w błocie, ziemię masz nawet na uszach. Rozkopałeś wszystkie kretowiska na ogrodzie. Dzięki Tobie wygląda on tak, że na pewno ludzie sprawdzą ogrodzenie, czy aby im się tu jakaś dzika świnia nie zakradła. Jakbym miała słabszy wzrok, to połamałabym wszystkie cztery łapy na tych wykopach, zanim doszłabym pod moje krzaczysko – narzekała Czarna. - Nie Fokus. Nie dzisiaj, bardzo Cię proszę… Wiesz co? Mam pomysł! Idź sprawdzić czy aby nie ma Cię w budzie – poradziła kotka.
- To jest świetny pomysł! - odparł pies i popędził jak błyskawica. W połowie drogi jednak zatrzymał się, pomyślał i zmartwił. – Jejku… jak ja mam sprawdzić czy jestem w budzie, skoro jestem tutaj? No, jak ja to mam zrobić? Przecież skoro jestem tutaj, to nie mogę być w budzie. O co jej chodziło?
I pewnie zastanawiałby się jeszcze długo, gdyby nie usłyszał Wrzoska na pasieczysku. Pobiegł w tamtym kierunku i zdumiony zaczął się przyglądać.

Wrzosek aż podskakiwał ze złości. Kożuszek miał rozpięty, czapkę przekrzywioną. Czerwony nos wskazywał na to, że się bardzo zdenerwował.

Na daszku ula siedziały trzy sikorki, a jedna na wylotku. Napuszona, oburzona i z wielkim brzuchem, zawzięcie kłóciła się o coś z Wrzoskiem.
- A chcesz w dziób! - krzyczał Wrzosek.
- Tylko nie w dziób! - odpowiadała sikorka - Od dzioba się odczep!
- Ja ci się odczepię!! Jeszcze raz Was tu zobaczę, to popamiętacie mnie do następnej zimy! - wrzeszczał na całe gardło skrzat. - Jazda mi stąd! Tam pod domem karmnik macie zrobiony, słonecznik świeży codziennie, a Wam się pszczół zachciało?!
- A tak, zachciało – przedrzeźniała go sikorka. – Pszczoły całkiem dobrze smakują…
- No tego już za dużo! Będziesz mi tu rozbójniku jeden jeszcze pyskować… Poczekaj no! Niech ja tylko sójkę zawołam! Ona Wam pokaże, jak szybko potraficie uciekać!
- Tylko nie sójkę. Dobra, już stąd zmykamy - odparły sikorki na daszku i odfrunęły tak szybko, że omal nie wpadły na zdziwionego Fokusa.
- I żebym Was tu więcej nie widział!! - zawołał za nimi Wrzosek.

- Co się stało? - zapytał pies skrzata, który jeszcze trząsł się ze złości.

- To był, mój drogi, napad na ul - odparł poważnie Wrzosek.
- Jak to napad? Sikorki napadły na ul? Co Ty opowiadasz? Dobrze się czujesz? - zapytał zatroskany pies.
- Oj, Fokus… jak Ty nic nie wiesz o pszczołach - pokręcił głową już spokojniejszy skrzat. - Z sikorkami to jest tak: przylatują do ula, siadają na wylotku i pukają dziobem w ul. Pszczoły bardzo nie lubią, gdy ktoś puka im do ula, wręcz tego nie znoszą. Wychodzą zobaczyć co się dzieje, a wtedy te łapią je w dziób i mają obiad z pszczół. Albo śniadanie, albo kolację - tłumaczył zmartwiony Wrzosek.
- No co Ty mówisz? Napadają na nasze ule? Na nasze pszczoły? To są rabusie! Bandyci! Jak tak można?! Musimy ich pilnować. Co będzie jak nam ktoś Przytulię zje? - zdenerwował się Fokus. - To ja krety gonię po ogrodzie, a tu taki napad! Trzeba je pilnować cały czas. Czemu nic wcześniej nie mówiłeś?
- Pilnuję przecież, a jakże! Jak myślisz, co ja tu codziennie robię? – odparł dumny Wrzosek. - Mam jednak pewien pomysł. Sikorki boją się sójki. Tak się składa, że znam jedną, która bardzo chętnie tu zamieszka. Zaraz się do niej wybiorę i z nią porozmawiam.
- Dużo pszczół mieszka w ulu? – zapytał Fokus skrzata.
- Dużo. Gdy nastanie wiosna i się obudzą, to same sobie poradzą z sikorkami, ale teraz musimy im tu zapewnić ochronę.
- A jak dużo? - dopytywał dalej zaintrygowany pies.
- Oj, w takim ulu to może być i pięćdziesiąt tysięcy. To tak jakbyś całe duże, takie całkiem spore miasto zapakował w cztery ule.
- No co Ty? A jak ono by tutaj wlazło?
- Fokus… – rzekł z politowaniem Wrzosek - Pszczoły mieszkają na plastrach, które budują w ulu. W takim ulu jest ich dwanaście. Między plastrami są uliczki, po których chodzą pszczoły. To prawie tak jak w mieście. Każdy plaster to jest taki duży wieżowiec. Mieszka w nim bardzo dużo pszczół.
- To niesamowite, co Ty mówisz. Czy możesz mi więcej opowiedzieć o pszczołach i ulach? Bardzo Cię proszę…
- Pewnie że mogę, ale nie teraz. Teraz idę do Grażyny. Porozmawiam z nią o przeprowadzce do ogrodu. Może się zgodzi. Mielibyśmy ochroniarza - zaśmiał się Wrzosek. Poprawił czapkę, zapiął kożuszek i podreptał w stronę lasu.

Następnego dnia cały ogród rozbrzmiewał skrzeczącym głosem Grażyny. Sójka z radością zgodziła się przeprowadzić i była dosłownie wszędzie. Dziób jej się nie zamykał, a piskliwe wrzaski doprowadzały Czarną do rozpaczy.

- Zaraz pęknie mi głowa od jej wrzasków - jęczała kotka. - Co wyście narobili? Nie wytrzymam… Zostawić Was na chwilę samych! Czy ona cały czas musi tak wrzeszczeć? Zamknie kiedyś ten dziób?
- Niech wrzeszczy. Powiem Ci, Czarna, że sikorki też tego nie lubią. Zobacz, ani jednej nie ma w ogrodzie i pszczoły są bezpieczne. Jest wreszcie tak, jak powinno być na pasiece. Spokojnie - odparł zadowolony z siebie Wrzosek.
- Oj nie, Wrzosku - zaprzeczyła Czarna. – Co jak co, ale spokojnie to już nie jest. I chyba nie będzie…

c.d.n.


Autor: Ewa Zawadzka

2023-01-06

Kontakt:

redakcja(at)korwinow.com

tel. 516 464 400

Najczęściej czytane:



Nawłociowa Pasieka dzieciom - Na złość

Nawłociowa Pasieka dzieciom - Podkurzacz

Nawłociowa Pasieka dzieciom - Rabusie


Polecane strony:

 

KB Systems s.c. - projektowanie zaawansowanych aplikacji internetowych

 

Elunia.pl - wiersze, rymowanki, fraszki

 

CampingSielanka.pl - biwak, kajaki, relaks

 

 


Wykorzystujemy pliki cookies, aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies kliknij tutaj.