Korwinów

 

07 Bohater


Ranek zastał Czarną w budzie Fokusa. Nie była z tego powodu zadowolona, choć miękki kocyk nawet całkiem jej się spodobał. Otworzyła szeroko oczy. Obok niej siedziała Nawłotka.

- Jak się czujesz? Powinno być już lepiej z Twoją łapą, bo wyciągnęłam z niej dość sporą igłę -powiedziała zatroskana skrzatka.
- Przepraszam, ale niewiele z Tego pamiętam. Przypominam sobie tylko, że ściągnęłaś czapkę i dookoła zrobiło się tak przyjemnie, tak bezpiecznie… i przestało mnie boleć. Coś pachniało, coś jakby szumiało… chyba drzewa, ale nie pamiętam dokładnie…
- I dobrze! Tak właśnie miało być – ucieszyła się Nawłotka. - Matka Ziemia dała nam, skrzatom, dary. Każdy z nas go posiada, tylko każdy ma inny. Rzucamy czary, zatrzymujemy czas, naprawiamy to, co zniszczył człowiek. Czujemy to, co czują zwierzęta. Słyszymy to, co mówią drzewa. Potrafimy dostrzec to, czego większość nie dostrzega. Nie możemy jednak zmieniać losów tego świata, wszystko musi toczyć się w zaplanowanym rytmie. Jest czas na radość i na smutek. Jest czas na przyjście i na odejście. Tego zmieniać nam nie wolno. Żyjemy obok ludzi, naprawiamy ich błędy, ale robią ich tak dużo, że nie sposób wszystkiego naprawić. A oni, w tym swoim zabieganiu, nie dostrzegają nas. I tak jest dobrze, bo pewnie chcieliby nas połapać, zamknąć w swoich domach i wykorzystać dla własnych chorych ambicji. A tak… istniejemy w przyrodzie, pomagamy tym, którzy tej pomocy potrzebują i zachowana jest równowaga na świecie.
- Nawłotko, wiesz co – odezwała się Czarna - jesteś wyjątkową osobą. Jeszcze nikogo takiego nie poznałam. Jak to możliwe, że w tak małej istocie jest tyle ciepła i mądrości? To niesamowite! Cieszę się, że tu jesteś… i wiesz co myślę? Że znalazłam wreszcie przyjaciółkę. Strasznie samotna tu byłam - przyznała Czarna.
- Wiem, czuję to - odparła Nawłotka naciągając czapkę na nos. - Czuję Twoją samotność. Ale wiedz jedno: nikt, absolutnie nikt, nie jest sam. I choć czasami wydaje mu się, że jest nie potrzebny, że nikt go nie lubi, uwierz mi, tak nie jest! Każdy żyje po coś, choć czasem, tak jak my po upadku z drzewa, nie wie kim jest. Ale każdy, absolutnie każdy, jest wyjątkowy, ma swój dar i jego życie jest cenne. Obiecaj mi, że nigdy już nie pomyślisz, że jesteś gorsza i że jesteś sama. To nieprawda! Nikt nie jest sam, bo każdy z nas jest stworzony do tego, aby go kochać i jest zawsze ktoś na tym świecie, kto pokocha wyłącznie jego. Czasem tylko trzeba trochę poczekać - pouczała Nawłotka.

- Halo, halo! Jak się macie? Wszystko w porządku, mogę do Was zajrzeć? – dało się słyszeć zza budy.

- Witaj Fokusie. Możesz! Myślę, że Czarna już się dobrze czuje - odparła Nawłotka.
- Dobrze, dobrze. Dziękuję… chyba powinnam pójść do siebie. Fokus pewnie chętnie wróciłby na swój kocyk – wtrąciła Czarna.
- A dasz radę? Nie powiem, chętnie odzyskałbym swoją budę - zaśmiał się pies.
Czarna wstała, przeciągnęła się i delikatnie stanęła na łapie.
- Nie boli… Naprawdę nie boli! Coś niesamowitego! - krzyknęła z radości - Nie wiem, jak Ci dziękować, Nawłotko!
- Drobiazg, - uśmiechnęła się skrzatka - od tego tu jestem. Ale wiesz, lepiej nie skacz więcej na Stefana, bo połamiesz mu wszystkie igły… - zachichotała pod nosem. Pewnie dodałaby coś jeszcze, ale właśnie w ich stronę pędziła Zuu.
- Szybko! Fokus, dawaj stary! Rabin ma kłopoty i to poważne!! – wykrzyczała w biegu.
- Rabin? A jakie on może mieć kłopoty? Przed chwilą stał na kopie kompostu i gonił kury do grzebania – zdziwił się Fokus.
- Nie gadaj, tylko zasuwamy! I to już! - ponagliła Zuu i pobiegła z powrotem w stronę łąki.

Rabin mieszkał w kurniku na łące. Był naprawdę starym kogutem. Nie widział już dobrze, ale nadal cieszył się szacunkiem u wszystkich kur. Budził całą okolicę donośnym pianiem i pilnował porządku na całej łące. Chodził po niej jak generał, wydawał polecenia, a stado potulnych kur, bez słowa sprzeciwu, wykonywało je zgodnie z jego wolą. Rządził mądrze i sprawiedliwie, a na szacunek i uznanie już dawno w pełni sobie zasłużył.

Fokus też bardzo szybko nauczył się szacunku do Rabina. Będąc małym szczeniakiem wybrał się do kurnika na degustację ciepłego kurzego jajka. Nigdy więcej nie był już na tyle odważny, żeby tam wejść. Zaalarmowany przez kury Rabin wskoczył Fokusowi na grzbiet i urządzając sobie przejażdżkę na nim przez pół łąki, dziobem skutecznie wybił mu z głowy takie pomysły. Potrzebna to była wiedza, a jej ciężar olbrzymi, bo rany po dziobie goiły się długo i paskudnie, ale nauczyły Fokusa respektu do Rabina.
Pies nigdy więcej tam się nie zapuszczał, a z czasem jego szacunek do koguta urósł na tyle, że dbał o jego bezpieczeństwo.
I tak na sygnał, że coś ma zagrażać leciwemu Rabinowi, pies popędził jak strzała za lisicą. Dobiegł do płotu i zobaczył drapiącego w kopie kompostu Rabina oraz niczego nieświadome kury. Nad nimi bezszelestnie krążył jastrząb. Cichy morderca, który atakuje z lotu, szybko i skutecznie.
Fokus zawył, ale jego wycie nie zrobiło na Rabinie wrażenia. Przyzwyczaił się do wycia psa, a i słuch już miał nie taki jak dawniej. Jastrząb zatoczył koło, wybrał na cel koguta i z dużą prędkością zaczął się zniżać, wyciągając szpony w jego kierunku. Fokus popatrzył na płot, a płot był wysoki. Ale przecież on był wilkiem! Cofnął się odrobinę, wziął rozpęd i wybił się tak mocno na łapach, że ogrodzenie pokonał jednym susem. Za sobą usłyszał tylko głos Zuu. Coś krzyczała, ale nie dosłyszał, o co jej chodziło. Fokus pędził przed siebie ile sił w łapach, był jak strzała w locie. Futro powiewało na wietrze, a ogon dodawał mu pędu. Jeszcze chwila… jeszcze kilka sekund i zaraz dobiegnie…

Rabin w tym czasie był zajęty wyciąganiem dość sporej dżdżownicy. Miał już wizję pięknego śniadania, gdy z obu stron coś na niego wpadło z impetem. Pierwsze uderzenie było z góry, położyło go na ziemię i zanim zdążył wziąć oddech, na całym swoim ciele poczuł potężne ciało psa. Fokus wpadł na niego z taką siłą, że znalazł się pomiędzy Rabinem a szponami jastrzębia. Ptak, wystraszony i zdezorientowany, próbował poderwać się do lotu, gdy Fokus złapał go zębami za ogon. Potem nastąpiła taka kotłowanina łap, ogonów, skrzydeł, ptasiego dzioba i psiego pyska, że trudno było stwierdzić, co tam się właściwie dzieje.
Zszokowana Zuu nie wiedziała co ma zrobić, stanęła więc jak wryta. Czarna i skrzaty obserwowali wszystko co się działo zza płotu, bo tylko tam zdołali dobiec. Krzyk Rabina, warczenie Fokusa i pisk jastrzębia to było jedyne, co mogli w tej szamotaninie usłyszeć.

Nagle jastrząb poderwał się do lotu, wyrywając sobie kilka piór z ogona, za który ciągle trzymał go Fokus. Ptak wystraszony odleciał, a Fokus dopiero teraz dostrzegł, że praktycznie wbił w ziemię starego koguta.

- Rabin? Żyjesz, wszystko w porządku? - zapytał pies, gramoląc się z koguta leżącego na ziemi.
- Nie wiem czy żyję… czekaj… daj mi chwilę… Zaraz, gdzie moja dżdżownica? Zgubiłem dżdżownicę… - bełkotał kogut, będący cały czas w szoku. - A taka dorodna była, taka różowiutka i tłuściutka… - marudził Rabin.
- Taaa, miałbyś dżdżownicę… Niewiele brakowało, a sam byłbyś kolacją! Stary! Jastrząb praktycznie już na Tobie siedział – uświadamiał koguta zasapany i ciągle wystraszony sytuacją pies.
Do Rabina w tej chwili dopiero dotarło, co się wydarzyło. Pozbierał się z ziemi, otrzepał pióra i stanął na równych nogach. Zdezorientowanym kurom obwieścił donośnym pianiem, że jest, żyje i wszystko u niego w porządku.
- Fokus, naprawdę nie wiem co powiedzieć. Uratowałeś mi życie, przyjacielu - powiedział Rabin, zdając sobie sprawę z powagi sytuacji. Wyrwane pióra jastrzębia, leżące obok koguta, dobitnie wskazywały na niebezpieczeństwo, w jakim się znalazł. - Skąd wiedziałeś? Ja nic nie widziałem i nie słyszałem. Gdyby nie Ty, to mnie tutaj by już nie było… Fokus to straszne… Zestarzałem się. Jak ja teraz będę kur pilnować, skoro nie dostrzegam zagrożenia? – dodał wyraźnie przejęty.
- Tak naprawdę, to zauważyła go Zuu i to ona wszczęła alarm – speszył się Fokus. - Ja tylko przyszedłem z pomocą.
- Z pomocą? - sapała wciąż jeszcze zadyszana Zuu. – Stary! Toż to było widowisko! Coś niesamowitego! Nie wiedziałam, że ty potrafisz tak skakać i tak pędzić! Ooo… pełen szacunek dla Ciebie. Ale jak Ty rozbujałeś taki brzuchol? - roześmiała się Zuu.
- Pojęcia nie mam - gruchnął śmiechem Fokus.
- Muszę się Wam jakoś odwdzięczyć - przerwał kogut. – To, co się tu stało, to coś niesamowitego. Pies i lis uratowali mi życie! Jak to jest możliwe? - powiedział rozczulony i ciągle jeszcze przestraszony Rabin, a z jego oczu poleciały łzy, które ukradkiem wytarł skrzydłem. - Chodźcie za mną, nagroda być musi - dodał dobitnie i podreptał w kierunku kurnika. – Kury, wyjść! - zarządził. Kurki wyszły bez słowa sprzeciwu, a Rabin zwrócił się do psa i lisicy – Proszę, wybierzcie sobie najładniejsze jajo w nagrodę.
- O nie, ja dziękuję - odparła zdecydowanie Zuu. - Dotrzymuję danego słowa, a mamy z Fokusem pewną umowę – dodała, choć w głębi duszy nie pogardziłaby takim jajem, bo dziś jeszcze nic nie jadła.
- Ja też dziękuję – odparł krótko Fokus.
- Jak to? - zagdakał mocno zdumiony kogut.
- Wiesz, – tłumaczył pies - to było kiedyś marzenie małego szczeniaka, który teraz wyrósł i zrozumiał, że nie powinien mieć wszystkiego, o czym marzy. Bo gdy już będzie miał wszystko, to o czym będzie marzył dalej? Wracam do siebie - zakończył temat. – Ale naprawdę nie wiem jak ja przez ten płot przeskoczyłem? – zastanowił się pies - Chyba teraz muszę się podkopać, żeby wrócić.
I zabrał się do kopania przejścia pod płotem.

c.d.n.


Autor: Ewa Zawadzka

2022-12-16

Kontakt:

redakcja(at)korwinow.com

tel. 516 464 400

Najczęściej czytane:



Nawłociowa Pasieka dzieciom - Na złość

Nawłociowa Pasieka dzieciom - Podkurzacz

Nawłociowa Pasieka dzieciom - Rabusie


Polecane strony:

 

KB Systems s.c. - projektowanie zaawansowanych aplikacji internetowych

 

Elunia.pl - wiersze, rymowanki, fraszki

 

CampingSielanka.pl - biwak, kajaki, relaks

 

 


Wykorzystujemy pliki cookies, aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies kliknij tutaj.