Korwinów

 

09 Pali się!


Ten dzień był dziwny od samego ranka. Coś dosłownie wisiało w powietrzu. Nawłotka była wyjątkowo niespokojna i ciągle spoglądała w niebo. Nie mogła sobie znaleźć miejsca. Obeszła całe podwórko, pozaglądała do wszystkich zwierząt, ale ciągle czuła jakiś niepokój.

- Wszystko w porządku? - zapytała ją Czarna.
- No, właśnie sama nie wiem… – odparła niepewnie skrzatka. - Dziś ostatni dzień w roku. Jakoś tak dziwnie się czuję. Niby jest spokojnie, cicho, a jakoś tak dziwnie… jakby coś miało się wydarzyć.
- Co się może wydarzyć? – machnęła ogonem kocica. – Ale, zaraz, zaraz… ostatni dzień to i ostatnia noc. Czy to aby przypadkiem nie dziś ludzie zachowują się jakby rozum postradali? Strzelają czymś, całe niebo się świeci, jest bardzo głośno i wszystko tak paskudnie pachnie.
- Dokładnie! Strzelają petardami. Do dziś tego nie mogę pojąć. Kończy się stary rok, przychodzi nowy i o co tyle szumu? O to, że jesteśmy o rok starsi? Że czas mija? Nasz czas? Że z każdym rokiem coś tracimy: zdrowie, przyjaciół, rodzinę i później nasze życie? Nie rozumiem… mówią, że na szczęście na Nowy Rok. Toż to bzdura! W tamtym roku pomagałam małemu szczeniakowi. Tak się bał, że uciekł z podwórka i wpadł pod samochód. Nic nie dało się zrobić, nie mogłam mu pomóc. Zmarł na poboczu drogi, kompletnie sam. Czy to naprawdę tak trudno zrozumieć, że zwierzęta mają uczucia? Że cierpią i boją się tak bardzo - tłumaczyła smutno Nawłotka.
- Wiesz co? Gdyby ludzie słyszeli to co zwierzęta, zrozumieliby że taki hałas boli. Bardzo boli. Słyszymy więcej niż ludzie. Zobacz, Fokus wyje dużo wcześniej nim przyjedzie karetka na sygnale, bo dużo więcej słyszy. Ja potrafię usłyszeć mysz na łące. Dlatego takiego głośnego huku nie jestem w stanie wytrzymać. Nie wiem gdzie się mam dziś schować… Tu niedaleko co roku strzelają zawsze tak głośno i tak długo, że praktycznie nic nie słyszę do rana - lamentowała Czarna. – Co mamy zrobić? Gdzie się schować?
- Nie wiem, Czarna, naprawdę nie wiem - powiedziała przygnębiona Nawłotka.

Pierwsze strzały było słychać już po południu. Fokus zaszył się w budzie. Czarna nasłuchiwała, po czym przydreptała do psa.

- Będziesz w tej budzie siedział do rana? – zagadnęła.
- Tak, taki jest plan. Nigdzie nie idę. Już mnie głowa boli, a co dopiero będzie później - oświadczył zdegustowany Fokus.
- A powiedz mi, masz jeszcze trochę miejsca w swojej budzie? Przygarniesz mnie dziś na noc? - zapytała kocica.
- No coś podobnego?! A podobno koty nie przyjaźnią się z psami? Czy coś się zmieniło? – zaśmiał się Fokusa, ale patrząc na wystraszoną Czarną, nie miał sumienia jej wyganiać.
- Dobra, pakuj się, posiedzimy razem.

Im było ciemniej, tym było głośniej. Kto mógł i miał gdzie, to się schował. Tym sposobem w budzie Fokusa zrobiło się dość ciasno, bowiem oprócz psa i skrzatów, była tam też Czarna. Zuu schowała się w najciaśniejszy kąt swojej nory, licząc, że tak będzie spokojniej i postanowiła z niej nie wychodzić co najmniej dwa dni.

Po północy huk petard był potworny. Niebo świeciło się wszystkimi kolorami. Petardy strzelały, gwizdały i huczały. Czarna mocno wtuliła się Fokusa. Chciała, by to wszystko jak najszybciej się skończyło. Nawłotka wyszła na podwórko i przyglądała się uważnie. Wrzosek, co sił w nogach, pobiegł na pasieczysko. Twierdził, że musi uspokoić pszczoły, bo na pewno się obudzą. Bał się żeby nie wyszły z uli, bo zamarzną na mrozie.
Powietrze śmierdziało dymem, siarką z petard i spalenizną. Po pół godzinie wszystko ucichło i wtedy dał się słyszeć krzyk Nawłotki.
- Pali się! Pali się stajnia u sąsiada!!
Fokus wybiegł z budy, a za nim Wrzosek. Tylko Czarna nie mogła ruszyć się ze strachu.
Pies dobiegł do płotu. Widok był przerażający. U sąsiada, niedaleko pasieki, była szopa z sianem dla koni. Obok szopy – stajnia, w której mieszkały trzy konie i leciwa koza.
Wystrzelona petarda wpadła na dach, z którego stoczyła się prosto w siano. Palący się jeszcze niedopałek petardy w kontakcie z sianem spowodował szybki pożar. Schorowany i zmęczony sąsiad spał. Mieszkał samotnie i miał już swoje lata. Nie świętował Nowego Roku. Spał, a na jego podwórzu rozgrywał się dramat. Wystraszone konie w panice waliły kopytami w drewniane boksy. Rżały przy tym głośno. Koza beczała, przeczuwając niebezpieczeństwo, a Fokus miał wrażenie, że nikt nie widzi tego, co tu się dzieje.
Bardzo szybko znalazł się na podwórku sąsiada i swoim głośnym wyciem nie tylko obudził gospodarza, ale i całą wieś. Sąsiedzi zbiegli się w momencie kiedy zaczęła już płonąć ściana stajni. Potem dojechała straż pożarna. Było bieganie, zamieszanie, krzyki i płacze.
Ktoś wyprowadzał konie, które w popłochu nie chciały wyjść, mimo że ogień dotarł już na dach stajni. Tylko stara koza stała spokojnie, drżąc ze strachu i czekając, aż ją ktoś uratuje. Gdy przyszła jej kolej, strażak z narażeniem życia pomagał jej wychodzić. Wtedy runął dach i gorący podmuch zajął jej futro, parząc grzbiet. Koza płakała. Gospodarz nie bardzo wiedział co ma zrobić, bo w środku nocy, i to jeszcze w taką noc, weterynarz nie pracował. Wyprowadzone konie przerażone pognały na pastwisko, a kozę przywiązano do drzewa z dala od płonącej stajni. I to właśnie tam znalazła ją Nawłotka. Cichutko i delikatnie zajęła się jej leczeniem. Otarła kozie łzy i przesiedziała z nią do samego rana.

Fokus, po wszczęciu alarmu, trzymał się na uboczu aby nie przeszkadzać. Potem pobiegł na pastwisko uspokajać i pilnować konie, które biegały po nim w histerii. Rankiem pies wrócił na pasiekę, gdzie zmęczony Wrzosek i Czarna mieli pełne ręce roboty z wystraszonymi pszczołami. Pies pachniał spalenizną, miał przypalone od ognia futro i cały był brudny od popiołu po pożarze. Ale przede wszystkim był bardzo zmęczony.

- Wszystko w porządku? Jejku, nawet sobie wąsy opaliłeś - współczuła Czarna. - Jesteś wyjątkowy, wiesz? Wcale nie musiałeś tam biec, a pobiegłeś pierwszy. Jesteś moim bohaterem! Pobiegłeś tam, skąd inni uciekali. Nawet psy tamtego gospodarza uciekły pierwsze z podwórka, a to one przecież powinny tam pomagać.
- Tak trzeba było. Ludzie są głupi! Ot, mają nowy rok i nowe kłopoty. Mają teraz co świętować… Stajnia spłonęła, szopa z sianem też. Konie nie mają ani co jeść, ani gdzie spać, a jest zima. No i koza jest poparzona - skomentował wydarzenie pies.
- Wyłeś tak przeraźliwie, że nie sposób było nie zareagować - wtrącił Wrzosek. – Tylko dzięki Tobie te zwierzęta w ogóle żyją. Czy Ty wiesz co by było gdybyś nie obudził ludzi w porę?
- Dobra robota, przyjacielu! - podsumowała Czarna - Naprawdę dobra!

W południe wróciła Nawłotka, bardzo zmęczona, ale z informacją, że koza czuje się już lepiej. Lecz ani ona, ani konie nie mają dachu nad głową i nie wiadomo co z nimi będzie.

- Jak sądzisz? Czy ludzie się czegoś nauczą? Zrozumieją coś z tej tragedii? - zapytał pies.
- Nie wiem, Fokusie. Ludzie to takie dziwne istoty. Zrozumieją co zrobili dopiero wtedy, kiedy już jest za późno – zasmuciła się. - Nie uczą się na błędach i cały czas myślą, że są lepsi od innych istot. Nie zauważyli jeszcze, że nie tylko oni mieszkają na tej planecie, więc nie wiem. Zobaczymy za rok czy wyciągną wnioski z tej lekcji.
- Najgorsze jest to, że nie wiadomo kto tą petardę wystrzelił, bo strzelało wielu, a ucierpiał stary człowiek i jego zwierzęta. Tak to jest, gdy się nie myśli o innych - dodał Wrzosek.
- Nie, Wrzosku – zaprzeczyła skrzatka. - Tak to jest, gdy się myśli, że mu wszystko wolno. To jest niestety prawdziwa natura człowieka.

c.d.n.



Autor: Ewa Zawadzka


2022-12-30

Kontakt:

redakcja(at)korwinow.com

tel. 516 464 400

Najczęściej czytane:



Nawłociowa Pasieka dzieciom - Na złość

Nawłociowa Pasieka dzieciom - Podkurzacz

Nawłociowa Pasieka dzieciom - Rabusie


Polecane strony:

 

KB Systems s.c. - projektowanie zaawansowanych aplikacji internetowych

 

Elunia.pl - wiersze, rymowanki, fraszki

 

CampingSielanka.pl - biwak, kajaki, relaks

 

 


Wykorzystujemy pliki cookies, aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies kliknij tutaj.