Korwinów

 

31 Staruszka


Nawłotka pieliła swój zielnik. Było jej smutno, bo musiała powyrywać rośliny, które urosły tam zupełnie przypadkiem. Czarna przyglądała się jej spod krzaka przegorzanu i kręciła z politowaniem głową.

- No i nad czym tak się rozczulasz? Przecież to chwasty, nikomu do niczego nie potrzebne - stwierdziła po dłuższej chwili.
- Jak to nie potrzebne?! – wykrzyknęła skrzatka. - Wszystko jest do czegoś potrzebne. A te chwasty to też są zioła, też leczą, tylko akurat urosły tam gdzie nie powinny. Zobacz, taka pokrzywa jest bardzo zdrowa. Tu rośnie perz, samo zdrowie, jest leczniczy. A tam w rogu rośnie babka lancetowata, to dopiero skarb! – tłumaczyła. - Przykro mi, że je muszę wyrwać, ale trochę przeszkadzają mojej melisie i lawendzie.
Nawłotka na chwilę umilkła i z zainteresowaniem zaczęła się przyglądać niebu.
- Słyszysz? - zapytała Czarną.
- Słyszę, ale co to jest? – zainteresowała się kocica, gdyż z daleka dało się słyszeć dziwne buczenie.
- Zaraz zobaczysz, tylko wyjdź spod tego krzaczyska.

Buczenie zaczęło się nasilać, powietrze dziwnie wibrowało i szeleściło. Dźwięk stawał się coraz bardziej głośny i złowrogi. Powodował, że Czarnej zjeżyło się futro nawet na ogonie. Po chwili w oddali dało się zobaczyć tysiące małych czarnych punkcików, które przypominały piłkę z dużym ogonem.

- Co to jest? Jak babcię kocham i dziadziusia… Co to jest? Nawłotko, to jest straszne! - wyszeptała przestraszona Czarna i schowała się za plecami skrzatki, wcale nie myśląc o tym, że przecież i tak jest od niej większa.
- To jest rój. Rój pszczół. I z tego co widzę, są bardzo zmęczone. Pewnie usiądą u nas na świerku - odpowiedziała po namyśle Nawłotka.
- Noo, lepiej żeby nie. Kolejne kłopoty nie są nam potrzebne - stwierdziła Czarna.

Jednak w tym momencie rój zatoczył koło i wrócił, kierując się na największy świerk na pasiece. Wiewiórczak, który miał właśnie tam swoją dziuplę, wyskoczył z niej jak oparzony.

- Co to ma być?! Bierzcie to coś sobie! Siedzi mi pod domem i burczy. Wygląda jak wielka gruszka, ale to żyje! Ba, to nawet potrafi użądlić! To są jakieś pszczoły. I to nie nasze! Zabierać mi się spod mojej chałupy! - krzyczał zdenerwowany Wiewiórczak i w oka mgnieniu znalazł się na ziemi koło Czarnej i Nawłotki. - Proszę, zrób coś z tym, niech sobie lecą tam skąd przyleciały. To jest moje drzewo, niech się stąd wynoszą - mówił bardzo wystraszony do skrzatki.
- Wiewiórczak, powoli, ochłoń – poleciła Nawłotka. - Zaraz dowiemy się, co takiego się wydarzyło, że przyleciały. Uwierz mi, wcale dobrze im nie jest. Miały, jak widzę, trudny dzień. Trzeba się dowiedzieć, co ta pszczela rodzinka tutaj robi.
- Mogę Wam w czymś pomóc? – zapytała Przytulia, która nagle pojawiła się koło nich.
- Na pewno! Czy możesz z nimi porozmawiać i zapytać co się stało? Chciałabym porozmawiać z ich matką, bo czuję, że ona tu z nimi jest i coś się niedobrego przydarzyło.
- Mogę, oczywiście, już lecę - oznajmiła Przytulia i odfrunęła w stronę pszczelego roju.
Nie było jej przez dłuższą chwilę, a kiedy wróciła, minę miała nie tęgą. - One nie mają domu. Nie mają już swojego ula – poinformowała wszystkich strapiona Przytulia.
- Ale jak to? – zdziwiła się Czarna - Co się stało?
- W ich ulu rządy przejęła młoda matka, a staruszka musiała się wyprowadzić. Miała do wyboru: albo się wyprowadzi albo zostanie zabita. Zabrała więc swoją świtę i wisi tu z nimi na gałęzi. Nie bardzo wiedzą, co mają dalej robić.
- Wiewiórczak, czy możesz mi pomóc tam wejść? – spytała Nawłotka.
- Może i mogę, ale nie wiem czy chcę… - zastanawiał się zwierzak.
- No co Ty gadasz?! Włazimy na to drzewo! – zarządziła.
I już za moment Nawłotka była na wysokości pszczelego roju. Wiewiórczak zatrzymał się przy swojej dziupli i za żadne skarby świata nie chciał podejść bliżej.

- Czy mogę porozmawiać z Waszą matką? - zapytała pszczół, które szczelnie okrywały matkę.

- Możesz – dobiegł cichy głos ze środka kłębu, a po chwili wyłoniła się z niego matka pszczela.
- Co się stało, matulu? – troskliwie zainteresowała się Nawłotka.
- Szkoda gadać… - matka była wyraźnie zmęczona. - Nikt już nie szanuje starych pszczół. Co młodsze pokolenie, to gorsze. Myślą, że wszystko wiedzą najlepiej… Całe swoje życie poświęciłam tej rodzinie. Zapomniałam już jak wygląda słońce, jak wygląda świat. Całe moje życie poświęciłam im. Żyją dzięki mnie. I jak mi się odwdzięczyły? No jak? Że stara ponoć jestem, że futro już mam wytarte, że wolniej chodzę… takie rzeczy mi mówiły – żaliła się matka, a łzy płynęły z jej wielkich, czarnych oczu niczym grochy. - I wiesz co zrobiły? Schowały jedno moje jajo, przykrywały je tak, żebym go nie widziała, potem karmiły mleczkiem pszczelim i wyhodowały sobie nową młodą matkę. A ja dowiedziałam się, że stara jestem i mam się wynosić, bo jak nie, to mnie przebije swoim żądłem. No to co miałam robić? Zabrałam swoją świtę i pszczoły, które były mi wierne… i jesteśmy teraz tutaj. Nie bardzo wiemy, co zrobić dalej. Jedzenia w paszczach mamy jeszcze tylko na jeden dzień. Nie jest dobrze – przyznała staruszka. - Moje strażniczki poleciały w teren. Może jakąś starą dziuple znajdą? Gdzieś musimy przecież zamieszkać - rzekła przygnębiona.
- Nie martw się, matulu - uspokajała Nawłotka i delikatnie pogłaskała starą matkę po głowie. - Nie będziecie mieszkać w żadnej starej dziupli. Mam dla Was ul. Może nowy nie jest, ale całkiem przyjemny. Drewniany, pachnie sosną, wejmutką i propolisem. Przytulia Was tam zaprowadzi. Co Ty na to? – zaproponowała.
- Naprawdę masz pusty ul? Dla nas? - dopytywała wielce zaskoczona matka. - Pusty ul dla takiej starej matki i jej wiernych pszczół? – niedowierzała.
- Znajdzie się tu miejsce dla Was. Zapraszamy serdecznie - potwierdziła skrzatka.
- Z przyjemnością Was tam zaprowadzę – wtrąciła Przytulia, która, z odległej gałęzi, z powagą przysłuchiwała się rozmowie. - Będziecie mieszkać w ulu numer trzy. O, w tym – wskazała kierunek - pod kwitnącym głogiem. Cóż Wy na to?
- Fantastycznie! Nektar i pyłek tak blisko. Oczywiście, bierzemy! – uradowała się matka i zwróciła do pszczół - Moje drogie, mamy dom! Cel? Tamten ul, ten pod cudnym głogiem. Szykować się do odlotu – poleciła pszczołom. - Kto może, to frunie. Kto jest zmęczony, to tupie na swoich łapkach. Widzimy się na miejscu!

Po chwili większa część roju odleciała wraz z matką w stronę ula. Reszta zmęczonych pszczół ruszyła na łapkach w stronę nowego domu.

- Trochę im zejdzie, zanim wszystkie dotrą do celu - zaobserwowała Przytulia.
- Najważniejsze, że już ich nie ma tutaj – ucieszył się Wiewiórczak i po kilku susach zniknął w swojej dziupli.
Tylko Nawłotka była nadal smutna.
- Co Ci jest? – zagadnęła przyjaciółkę Czarna.
- Wiesz, przykro mi, że nie szanuje się starych. Starych pszczół, starych zwierząt i starych ludzi. Coraz mniej jest dla nich miejsca na tym świecie, a przecież bez nich nie byłoby nas. Nie ma młodości bez starości. Dlaczego więc o tym nie pamiętamy? - zapytała niewesoło Nawłotka.

c.d.n.



Autor: Ewa Zawadzka


2023-06-02


Powyższy tekst chroniony jest prawami autorskimi. Wszelkie prawa zastrzeżone. Żaden z fragmentów lub całość tekstu nie może być kopiowana ani publikowana w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Autorki. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.

Kontakt:

redakcja(at)korwinow.com

tel. 516 464 400

Najczęściej czytane:


Spotkanie z Qbą Bociągą

Podsumowanie projektu Nawłociowa Pasieka Dzieciom

Nawłociowa Pasieka dzieciom - I tak nam minął rok



Polecane strony:

 

KB Systems s.c. - projektowanie zaawansowanych aplikacji internetowych

 

Elunia.korwinow.com - wiersze, rymowanki, fraszki

 

CampingSielanka.pl - biwak, kajaki, relaks

 

 

 

Wykorzystujemy pliki cookies, aby nasz serwis lepiej spełniał Państwa oczekiwania. Można zablokować zapisywanie cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies kliknij tutaj.